Teatr Piosenki w Centrum




25 kwietnia 2010 roku rusza Radiowy Teatr Piosenki Agnieszki Chrzanowskiej. Teatr będzie prezentować swoje produkcje w Studiu S5 im. Romany Bobrowskiej w Radiu Kraków, al. Juliusza Słowackiego 22.

 

Koncerty i spektakle muzyczne będą transmitowane lub retransmitowane na antenie Radia Kraków. Sala Studia S5 może pomieścić 200 widzów. Wejściówki będą rozdawane na antenie Radia Kraków, a także w Punkcie Informacji Miejskiej, ul. św. Jana 2 oraz w Filmotechnice w Pasażu Bielaka tel. (12)4228945. Spektakle będą również rejestrowane przed Krakowska Szkołę Filmową.



Wydarzy się:

19 września, g. 19.00 - Tomasz Mars - koncert z licytacją wiersza Michała Zabłockiego.

Koncert krakowskiego piosenkarza odbywa się zazwyczaj z udziałem autora tekstów jego piosenek Michała Zabłockiego. Jednym z elementów koncertu jest licytacja wiersza, w wyniku której ktoś z publiczności może zamówić wiersz wybierając jego temat oraz formę. Poeta pisze wiersz w czasie trwania koncertu i odczytuje go na koniec.

Tomasz zaśpiewa swoje kompozycje z nowej płyty , miedzy innymi „To ja jestem Feel’em” oraz „Sweet Doda”, a także utwory ze swojej pierwszej płyty „Męski Burdel”.




26 września, g. 19.00 - "Pan Kazimierz"

"Pan Kazimierz-czyli jedynie słuszna historia dzielnicy Kazimierz piosenkami z szafy opowiedziana" - to muzyczna podróż teatralna, której tematem jest przeszłość i dzień dzisiejszy Kazimierza, dzielnicy, gdzie mieszają się różne tradycje, religie i obyczaje.Scenariusz spektaklu został zbudowany wokół dwudziestu piosenek, które opowiadają

prawdziwe historie postaci związanych z Kazimierzem oraz niezwykłe miejsca, gdzie toczyło się i toczy burzliwe kazimierski życie. Słowa napisał Michał Zabłocki zaś muzykę - Jacek Łagwa, Tomasz Mars, Krzysztof Filus, Agnieszka Chrzanowska, Dominik Kwasniewski, Adrian Konarski i Adam Prucnal.

Występują: Agnieszka Chrzanowska, Marta Honzatko, Tomasz Mars , Dominik Kwaśniewski. Reżyseria -Łukasz Czuj.

Zespół muzyczny w składzie:Tadeusz Leśniak- instrumenty klawiszowe,

Jacek Korochoda- gitara, Józef Michalik-bas,Jacek Hołubowski- akordeon.

Po spektaklu wernisaż wystawy zdjęć z "Pana Kazimierza " autorstwa Olgi

Śmiechowicz - autorki wystaw Cmentarz Żydowski w Łodzi, W stronę Stalkera – czyli fabrycznie o Łodzi oraz Portret osoby określonej. Jej prace, znajdujące się w zbiorach polskich i zagranicznych kolekcjonerów, prezentowane były podczas licznych wystaw w Polsce (m.in. Warszawa, Kraków, Łódź, Poznań, Koszalin), a także za granicą: Dania, Hiszpania, Algier, Kostaryka, Australia, Wielka Brytania. Laureatka oraz juror wielu konkursów fotograficznych. Dwukrotnie była nominowana do stypendium Telewizji Polskiej „Dolina Kreatywna – czyli czego szuka młoda sztuka?”. Za scenariusz oraz zdjęcia do filmu dokumentalnego pt. Księży Młyn otrzymała nagrodę RAF 2003. Jest autorką projektów graficznych do płyt polskich i zagranicznych wykonawców (Mazel, Mikołaj Hertel, Dorota Ślęzak). Jej fotografie ilustrowały artykuły publikowane m.in. w: „Berlingske Tidende”, „Politiken”, „J’dsk Orientering”, „Splot”, „Biuletyn Fotograficzny”, „Aktivist”, „Slajd”, „Konie i Rumaki”, „Migotania i przejaśnienia”, „Dziennik Polski”. W 2008 roku razem z zespołami Voo Voo, Lao Che, Frutti di Mare, Pambuk oraz Graftmannem uczestniczyła w krakowskim projekcie „Niepokorni”.

 

 

 

 

 




 

Wydarzyło się:

27 czerwca, g. 19.00
WIECZÓR AUTORSKI TOMASZA ZÓŁTKO

Tomasz Żółtko jest muzykiem, kompozytorem, poetą i publicystą. Jego spotkanie z publicznością przybiera zwykle formę intrygującego dialogu. Artysta swoimi piosenkami i wierszami potrafi zarówno zachwycać, pobudzać do refleksji jak i wprowadzać w stan irytacji, a wszystko po to by opowiedzieć o tym, co nas najbardziej interesuje, czyli emocjach związanych z uczuciami, relacjami międzyludzkimi i religią. Podczas wieczoru z pewnością nie zabraknie utworu "Kochaj mnie i dotykaj", pochodzącego z albumu "Klatka skandalu". Utwór ten gościł na listach przebojów przez długi czas, dzięki czemu usłyszała go i pokochała

ogromna liczba odbiorców, którzy odtąd stali się wiernymi wielbicielami Tomasza.


Kilka słów od Tomasza:

Szanowni Państwo, w ramach aktywności teatru piosenki Pani Agnieszki Chrzanowskiej, zapraszam Was serdecznie na mój koncert. Postaram się na nim zagrać i zaśpiewać ( na ile mi się uda - ślicznie... ) kilka własnych utworów, w przypływie szaleństwa przeczytam wiersz lub dwa, a wszystko po to abyśmy mogli coś wspólnie poprzeżywac. Poprzeżywać - to znaczy zadumać się,

może wzruszyć, może zeźlić ale... poprzeżywac. Ot choćby dlatego, że to coraz rzadziej występująca umiejętność a też tak mało mamy - w świecie, który współtworzymy - okazji aby tę umiejętność w sobie kształtować lub ją doskonalić. Będzie więc o miłości, o wierze, o relacjach, czyli o sprawach w moim przekonaniu ważnych, ale też bez patosu i zadęcia. Te bowiem przeżywaniu akurat szkodzą...

Do zobaczenia więc i do usłyszenia.



Recenzja z koncertu - Olga Śmiechowicz - niezależny recenzent:

Leżakowanie sensów

 

Przed koncertem poszłam na spacer. Pierwsza niedziela wakacji. Turyści, głównie rodzice tłumaczący swoim dzieciom, że skoro przyjechali do Krakowa, to mają zwiedzać, i to nie Galerię Krakowską… Męczący tłum. Pośród nich wszystkich, zaczepił mnie bezdomny, jakiś wędrowiec, nigdy wcześniej go nie spotkałam. Zapytał o pieniądze. Odpowiedziałam, zgodnie z ówczesną prawdą mojego konta, że sama się zastanawiam, skąd je zdobyć. Nie wiem, skąd ta nagła szczerość, ale cała historia jest mi potrzebna do jednej rzeczy, którą ten zupełnie obcy mi człowiek – zrobił, gdy usłyszał moją odpowiedź: natychmiast sięgnął do kieszeni i rozsunął na otwartej dłoni srebrne monety. Była niedziela, ilu ludzi, których spotkał wcześniej, wyszło z kościoła, by mu przy pierwszym spotkaniu odmówić?

Ksiądz Józef Tischner, w rozmowie z Jackiem Żakowskim, powiedział, że wiara katolicka jest dla ludzi mądrych. Z taką właśnie mądrością Tomasz Żółtko poprowadził swój wieczór autorski.

Artysta, który zadaje sobie pytanie, czy jest Bogu czego zazdrościć… Który nie bez słuszności zauważa, że całe szczęście, że nas wtedy nie było… w Betlejem, w Jerozolimie… Kto zajrzałby do stajni, kto zająłby się ciesielstwem…? Dobrze, że nas wtedy przy tym wszystkim nie było, bo byśmy nie pojęli…sens umknąłby, nie przyszpilony nazwaniem po imieniu.

Ważne pytania tego wieczoru, o pokorę, o wybaczenie. O możliwość wiary wobec sytuacji granicznych. Opowiedziana przez Tomasza Żółtko historia żydowskiej dziewczynki, która zginęła w warszawskim getcie. Gdy już nikt nie był w stanie powstrzymać spełniających się, przebudzonych potworów uśpionego, ludzkiego (?) rozumu. Straszne? Szarpnęła nami w ciemności teatralnej sali, historia dziewczynki, której ojciec namalował na ścianach pokoju ukwieconą łąkę. A przecież była to tylko jedna śmierć… jedna trzystupięćdziesięciotysięczna… Kto szarpie naszymi potworami za rozespane ramiona? Kto sprawia, że instynktownie znajdują nieszczelności psychiki, by rozmiękczając nam tkanki, znaleźć ujście? W „Pociągu życia”, jeden z bohaterów zwraca się wprost do Boga: „Patrzysz na to wszystko, czy odwracasz wzrok, by uniknąć szoku?”

Nie jest wesoły obraz, który wyłania się z tego opisu.

Nie jest łatwo, odpowiedzieć na proste pytanie; czy jestem dobrym człowiekiem? I co o mnie mówi, każda z dwu możliwych, udzielonych odpowiedzi?

Tomasz Żółtko potrafi przegonić spod progu strach. Potrafi mówić o zwykłej ludzkiej dobroci. W jego słowach znajduje ona swoją realizację. Wówczas nabiera się wiary, że faktycznie można tak żyć, że można bez skrępowania mówić o uczuciach, bez strachu, że wyśmieje je niezrozumienie. Potrafi posługiwać się tą Tischnerowską mądrością, ale potrafi też zobaczyć, że czasami za pofalowanym pejzażem kościołów - kryje się tylko ładna architektura. Nie beszta, nie tresuje, nie idzie w łatwą kpinę, tylko zaznacza punkt. Wskazuje go nam, nie rości sobie przy tym żadnych pretensji, ma w sobie wyczucie, by cofnąć się przed tego rodzaju brakiem rozwagi. Ilu jednak tego nie robi…

Tutaj zamyka się specyfika Radiowego Teatru Piosenki. Agnieszka Chrzanowska pozwala mówić artystom wierzącym, poszukującym, nie wiedzącym…

13 czerwca, g. 19.00
"WARJUTKOWIE" SPEKTAKL MUZYCZNY MICHAŁA ZABŁOCKIEGO

"Wariutkowie" - to muzyczny kabaret stworzony na podstawie poematu surrealistycznego - nowego na polskim gruncie gatunku, którego autorem jest Michał Zabłocki. Na pomysł wystawienia poematu wpadł Paweł Szarek i wyreżyserował też pierwszą wersję spektaklu.
Każda zwrotka poematu to inny epizod z warjutkowej egzystencji. Poemat z trudnym często do spełnienia przesłaniem : "jak pięknie żyć i nic nie robić" pełen jest humoru i aluzji do aktualnego życia społeczno-politycznego. Spektakl jest połączeniem teatru cieni, pantomimy, musicalu i pasjonującej, brawurowej recytacji. Bartłomiej

Chowaniec udowadnia swoją interpretacją, że wiersz na scenie może sie podobać i porywać widzów i słuchaczy, Agnieszka Chrzanowska swoimi kompozycjami i śpiewem, że możliwe jest perfekcyjne dopasowanie słowa i muzyki, a para artystów pantomimy Dominika Bialik i Piotr Malaga, że ruchem ciała można wyczarować cały świat.

Występują:

Aktor - Bartłomiej Chowaniec

W siedmiu rolach kobiecych - Agnieszka Chrzanowska

Artyści pantomimicznego teatru cieni -Dominika Bialik i Piotr Malaga

Fortepian - Walenty Dubrowski

Perkusja i instrumenty perkusyjne - Sławomir Berny, Marek Rajs

Kontrabas - Józef Michalik

Kilka słów od autora Michała Zabłockiego:

"Warjutkowie to opowieść cyniczna dla nowoczesnych nastolatków snobujących się na postępowy parysko-nowojorski pseudometafizyczny intelektualizm. Jest ich w Krakowie może dwóch. Współcześni polscy kokotowie mieszczańsko-małopolscy mogą jej słuchać tylko od tyłu i to wyłącznie w skrótach przystosowanych do ich oceanicznej wyporności intelektualnej. Poważnie obawiam się emisji całości na antenie jakiegokolwiek radia mając na uwadze zdrowie psychofizyczne słuchaczy. Ostrzegam: pełna emisja grozi remisją wielu groźnych chorób. Jako pierwszy w historii autor i cenzor w jednej osobie zalecam nadawanie ostrzeżeń. Spodziewam się też demonstracji protestacyjnych, w których sam wezmę czynny udział. Spotykamy się pod Radiem Kraków dnia 13 czerwcao godzinie 19.00 pod hasłem Warjutkowie z Warjutkowa, Kraków tylko dla Krakowa!"

Kilka słów od Bartłomieja Chowańca odtwórcy głównej roli:

"Drogi widzu,

Teatr ma wiele twarzy. Jedną z nich, którą dopiero zaczynam należycie doceniać jest wspólne, aktorów i widzów, miłe spędzenie czasu – po prostu. W oparach absurdu, wśród radosnej twórczości, żonglując pomysłami, najzwyczajniej w świecie - bawiąc się. Wspaniałą okazją do takiej właśnie wspólnej zabawy jest spektakl „Warjutkowie”. Na godzinę zostawić wszystko przed drzwiami teatru, wejść do środka, zająć miejsce i „nie bać się nic nie robić” - cytując Michała Zabłockiego. Tylko tyle, a może aż tyle. Zapraszam na spotkanie z Warjutkami!


Bartłomiej Chowaniec"

Kilka słów od odtwórczyni 7 kobiecych ról - Agnieszki Chrzanowskiej:

"Ja, jako Warjutka, w siedmiu wcieleniach bardzo różnych kobiet kolejno komentuję podejmowane przez autora w poemacie tematy. Jako panna młoda nie świętuję lecz opłakuję pogrzebanie swojej wolności, jako nietypowa senna gospodyni domowa namawiam do nic nie robienia, jako agentka o czarnych włosach obnażam istotę obłudy, jedną z cech Warjutków, jako artystka nocnego kabaretu śpiewam piosenkę o współczesnych politykach, jako kobieta w czarnej sukni opowiadam o męskich namiętnościach , jako bywalczyni kasyn zdradzam , jak naprawdę wygląda sytuacja finansowa tego typu osobniczek, jako siostra przełożona wreszcie, wyjawiam całą prawdę o Warjutkowych zakonnych siostrach.

Z poważaniem dla Wszystkich Warjutków, jedna z Was, Agnieszka Chrzanowska"



Recenzja ze spektaklu - Olga Śmiechowicz - niezależny recenzent:

"Dziecięcy szpik zamiast kremówki*

 

Już Tertulian w swoim traktacie O widowiskach, potępiał mimów, którzy bezbożnie będąc ludzkich akcyi marnymi imitatorami, czynili przedstawicieli rodzaju człowieczego twory bezrozumnym małpom podobne – początek musi być z lekka abstrakcyjny, wobec absurdów świata Warjutków, które zaprezentował w Radiu Kraków duet – Chrzanowska – Chowaniec…

Agnieszka Chrzanowska w swojej zapowiedzi koncertu powiedziała, że pojedyncze egzempla homo variutcus żyją wśród nas, że nasze światy wzajemnie się przenikają. Niektórzy ludzie podobno porzucili obywatelstwo naszego układu odniesień – bardzo poważnych i rzeczowych, i uciekli do ich świata… – trochę Bachtinowskiego, trochę na opak, w którym sokratejskie zające wsuwające marchewkę, powiększają słuch swej duszy wyciągając w górę uszy.

Świat Warjutków, to świat w którym dzieci bawią się niewidzialnymi lalkami, zamykają oczy i myślą, że nikt ich nie widzi. Okazuje się, że każdy z nas przeżywa swoją własną projekcję tego świata, w którym rosną drzewa foliowe, a kakao robi się z tuszu do mazaków. Jednak tylko Michałowi Zabłockiemu przyszło na myśl, by tę projekcję umysłu zapisać stenograficznymi znakami na papierze. Zapisał i oddał do publicznej wiadomości. Teraz, speszony wrzawą, jaka wobec odkrycia i nazwania po imieniu pewnych spraw generalnych rozgorzała, zbywa całą awanturę, uczonymi przypisami o surrealistycznych poematach i parysko – nowojorskich nastolatkach sycących się własnym, metafizycznym odlotem.

Nie wchodzimy w polemikę z zaoranymi taśmami naszych snów. Surrealizm jaki jest każdy widzi. Jednak jeżeli przyjmiemy, że faktycznie, są ludzie, którzy często ryzykując życie, przejeżdżają setki kilometrów na ciężarówkach, pokonują nie wytyczone granice, w drżących rękach trzymając podrobione dokumenty, podbite pieczątką z ziemniaka i tym samym uprawniające do życia w świecie Warjutków, gdzie na śniadanie je się czterdzieści kostek cukru… Pozwólmy sobie na tę ekstrawagancką chwilę empatii. Jaką rozpacz przeżywa taki mentalny uchodźca u końca swojej drogi, gdy nagle okazuje się, że ta wielka podróż, która miała odmienić całe jego życie, była zaledwie paroma krokami po podłodze. Świat Warjutków nie jest nam odległy. Ot, nagle okazuje się, że wszystko to samo… że to, co dla nich jest absurdem, dla nas jest realem i na odwrót, choć w ostatecznym rozrachunku i tak otrzymamy wynik zerowy, który nie wskazuje na niczyją rację.

Według statystyk na rok 2009, tygodniowo w Polsce – 520 kobiet (i jedna ósma) traci wolność wobec zobowiązania przed Bogiem, Kościołem, świadkami, rodziną i pewnie jakimiś opłatami urzędowymi… Piękna Agnieszka Chrzanowska w ślubnej sukni, jak inna od naszego uśpionego przyzwyczajeniem wizerunku jej postaci. Przypominająca trochę „pokonaną” Kasię z finałowej sceny Poskromienia złośnicy w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego… ale tego wieczoru było tyle różnorodnych wcieleń tej artystki, imitatorki warjutkowych akcyi; od różowej piżamy (za taką Chrzanowską jestem gotowa przehandlować dzieci swoich sąsiadów), przez „obłudną” agentkę, (tu znów skojarzenie z Pulp fiction Tarantino), aż po prawie (!) - Świętą Agnieszkę – Siostrę Warjutkę, tak, tę, która patronuje Męskim Burdelom… Jak cudowną regułę zakonną ustanowiłaby Siostra Warjutka, przybijając piątkę z Matką Przełożoną Poniżonych Odkupicielek z Pośród ciemności Pedro Almodovara, tak – to te, które nie lubiły miękkich narkotyków, trzymały w przyklasztornym ogrodzie tygrysa i wycinały najlepsze solówki na ukulele… te same…

Jeżeli ustanawiamy na własną rękę Republikę Warjutków, idźmy w to do końca, pozwólmy sobie na szaleństwo nic nie robienia, by kochały się w nas chłopaki nie zniechęcone czernią naszych nie wydekoltowanych sukien, jeżeli wyślemy z naszego życia wszystkich polityków w jednostronną delegację… wtedy nasza absurdalna Republika Marzeń ukonstytuuje swój byt wobec państw Unii Europejskiej… i znajdzie swoje własne, niezagrożone przez żadne konflikty zbrojne, miejsce na politycznej mapie Księżyca. Warjutkowo istnieje dla każdego indywidualnie, do mojego traficie przez trzy dni kierując się w stronę końca Świata, przed Nowymi Bronowicami należy skręcić w lewo; tam dzieci rodzą się w komplecie z dubeltówką, ale za to już po maturze.

 

* skrócona charakterystyka Warjutka, co by tytułu nie pozostawiać bez rozwijających go epitetów:

Śpią w jaskiniach swoich łóżek,

zęby mają bardzo duże,

które ostrzą na ostrzałkach

i na starszych dzieci ciałkach,

wysysając śpiki z kości

ku zabawie i radości.

Tak pokrótce można streścić

najprawdziwsze o nich wieści."

 

 

 

30 maja, g. 19.00
RAFAŁ JĘDRZEJCZYK

- JESZCZE SIĘ WSZYSTKO DA ODKRĘCIĆ

Rafał jest aktorem Starego Teatru i Artystą Piwnicy pod Baranami, zmierzy sie z tematem przypadku i przeznaczenia, skłaniajac nas do refleksji że kazda decyzja, nawet milczace przyzwolenie, moze mieć istotny wpływ na nasze losy. Rafal opowie o tym w kompozycjach Grzegorza Tornaua, Stanisława Radwana , Andrzeja Zaryckiego, Jana Kantego-Pawluskiewicza do słów Wiesława Dymnego, Emila Zygadłowicza i Jeremiego Przybory.


Kilka słów od Rafała:

„Piwnica” jest dla mnie rodzajem nadbudowy, choć brzmi to jak semantyczny paradoks. Wyjątkowo duża jest to nadbudowa, trwa ponad dwadzieścia lat i skończyć się nie może. I oby się nie skończyła. „:Piwnica” przez te lata była dla mnie przeciwwagą dla Starego Teatru – tam wszystko poukładane i posegregowane w cykle prób, spektakli, wznowień i korekt, tu – cudownie wariacki system, gdzie pomysł powstaje w kawiarni, muzyka w nocy, a premiera piosenki wieczorem. Tak więc fantastyczna polaryzacja między rodzajami scen. I tu, i tu wracam zawsze z radością. Można powiedzieć: pełnia szczęścia. I nie potrafię żadnej z tych scen porzucić. Muzyka Turnaua, Zaryckiego, Radwana, Kantego – Pawluśkiewicza, która powstała z myślą o mej skromnej osobie do tekstów Dymnego, Zabłockiego, Zegadłowicza, Przybory… I choć Pan Piotr zawsze powtarzał: „- Pan powinien zajmować się tylko kabaretem!” – z całym szacunkiem, Piotrze, nie potrafię. Potrzebna mi jest życiowa sinusoida.

Retransmisja koncertu w Radiu Kraków - 7 czerwca 2010.

Recenzja z koncertu - Olga Śmiechowicz - niezależny recenzent:

„Przez marzenia będziemy w kontakcie”

 

Jeszcze się wszystko da odkręcić

Jeszcze się przecież nic nie stało

Spaprane życie to jest mało

Byle już nic więcej!

 

Wobec zasłuchania – pytanie: dla kogo te słowa? Piwnica pod Baranami, której artystą jest Rafał Jędrzejczyk, wyostrza synapsy na pewien, sobie tylko właściwy, rodzaj wrażliwości, tworząc wśród ludzi charakterystyczny podgatunek. Prawdopodobnie pewnego dnia powstanie rozprawa doktorska - katalog słów, na dźwięk których, tylko oni odwracają głowę.

Ci właśnie, nadwrażliwi, analizujący po Barthes’owsku każde słowo, wiedzeni przez wewnętrzny układ pomiarów i stężeń, zebrali się 30 maja w Radiowym Teatrze Piosenki Agnieszki Chrzanowskiej. Ci ludzie swoim wnukom opowiadają o młodości przepędzonej w Piwnicy pod Baranami, o Wiesławie Dymnym zawieszonym pod sklepieniem, o rautach, koncertach i Piotrze Skrzyneckim, którego ja już nie zdążyłam zobaczyć na scenie. Data urodzenia, wyryta na dowodzie osobistym, nie pozwala mi powiedzieć, że ja tak samo… dla mnie ich przeszłość odbywa się w Present Continuous. Jakiś błąd popełniony w moim wychowaniu sprawia, że reaguję na te same słowa, z taką samą intensywnością. A może nie? Może w chwili, gdy mnie przeszywają dreszcze, gdy słyszę jak Rafał Jędrzejczyk śpiewa w duecie z Kubą Kubowiczem: Przyjdź śmierci, ale tak skrycie, bym nie czuł twego zbliżenia, bo sama rozkosz konania mogła wrócić mi życie…Może oni już tylko uśmiechają się do swoich, zapomnianych już prawie, wspomnień. Tylko ja, jeszcze do końca nie oswojona, z estetyką, która nazywa wszystkie strachy po imieniu, przyjmuję te słowa, jak pierwsze strony historii, która dla mnie dopiero się rozpoczyna. Nie wiem, ale jest coś w tych tekstach, co wyrywa z zamyślenia, szarpie za ramiona. Wszystko skomponowane wokół scenicznej obecności Rafała Jędrzejczyka, dookreślanej przez dekorację Sebastiana L. Kudasa, piwnicznego scenografa. Jego głos, przelewający się między rzędami. Wywołane obecności Dymnego, Zaryckiego, Garyckiej… Nagle uruchamiają się wszystkie odniesienia; Życie prywatne Wazów, czarodziejski tekst o mandragorze… I pobrzmiewa gdzieś w uszach zapowiedź Marka Pacuły: Pracuje w Narodowym Starym Tatrze, do Piwnicy pod Baranami przychodzi po sławę i pieniądze.

Przychodzi i zastanawia się, czy życie jest teatrem, czy cyrkiem. Teatr jest po to, żeby życie było inne niż dotąd. Żeby iść do domu, w zamyśleniu, w zachwycie. Powiedziane w paru oczywistych konstrukcjach, podstawowe założenia teatru. Czasami wprost ze sceny trzeba powiedzieć, że to właśnie o to chodzi; po prostu: przestrzeń, światło, gesty; choć wydaje się to oczywiste.

My jesteśmy łzy nie wypłakane… ile trzeba odwagi, by w dzisiejszym czasie, gdy wrażliwi ludzie są jak jednorożce, umieć się przyznać do rozumienia i współodczuwania w takich rejestrach. Żyjemy w czasie, gdy mówienie, jak czujemy, widzimy i słuchamy, od tak – wprost, nie jest już oczywiste. Ilu artystów kryje się za obcym dla siebie tekstem… W tej szczerości wykonań Rafał Jędrzejczyk, jako interpretator, w pełni świadomie odsłania się na ewentualne ataki tych, przez których skórę nie udało mu się przebić, sam pozbawia się możliwości obrony. Wypuszcza z rąk słowa, ostatnich swoich sprzymierzeńców. W tym rodzaju wypowiedzi nikogo nie uratują piscatorsko – brechtowskie „efekty”, nie ma zasłony cudzysłowu. Można mówić, przez kontrast, bezczelnie, mieszczańsko, lirycznie, można nawet mówić gorzko o kobietach… ale zawsze trzeba mówić własnym głosem, nawet jeżeli w pewnym momencie narastający strach będzie skandowany, by słowa pojedynczo nabrały mocy i wiary w siebie, a głos będzie galopował, będzie krzyczał, w pewnym momencie zaskoczony, własnym bytem."

 

23 maja, g. 19.00
ANDRZEJ BIENIAS - NIC DO UKRYCIA

Andrzej Bienias, aktor Teatru Witkacego w Zakopanem, muzyk, kompozytor i autor tekstów zaprezentuje swój punkt widzenia w nietuzinkowych opowieściach o zwykłych ludziach i ich niezwykłych marzeniach.Teksty napisane z lekkością są mieszanką satyry i powagi, a kompozycje doskonale podkreślają charakter emocji zawartych w treści.Wraz z "Benkiem" na scenie pojawi się cały skład Stowarzyszenia Konstruktorów Słów i Dźwięków.


"Genetyczny błąd bycia Polakiem" - recenzja koncertu w e-splot


 

Kilka słów od Benka:

Stowarzyszenie Konstruktorów Słów i Dźwięków “ NIC DO UKRYCIA” narodziło się w zakopiańskim Teatrze Witkacego, z odwiecznej potrzeby przeżycia czegoś nowego. Jak w większości artystycznych zrywów, tak i tym razem zdecydował przypadek.

Jeden człowiek podszedł do drugiego i powiedział: “ zróbmy coś .“

No i zrobili!

Pierwszy raz ludziska ujrzeli i usłyszeli NDU w czasie 23-ich Urodzin Teatru Witkacego, w lutym 2008 roku. Na scenie ujawnili się w nowej formacji: Andrzej “Benek” Bienias (śpiew, gitara i takie tam), Max Kowalski (kontrabas), Adam Leśniak (perkusja i ogólne poczucie rytmu), Przemo “ Jaskół “ Sokół (trąbka, flugelhorn i inne dmuchańce), Bogdan Zięba (akordeon). Niechęć do grania coverów, zmusiła Benka do napisania swoich tekstów, które po okraszeniu muzyką reszty dżentelmenów, zamieniły się w jedyne w swoim rodzaju piosenki, mówiące, a raczej śpiewające o zwykłych ludziach i ich niezwykłych tęsknotach. Teksty, w których satyra przeplata się z poważnym (powiedzmy:)) tonem, powoli, piosenka po piosence, wciągają słuchacza w świat “Stefana“ i “Morderców od serca“, ulegając chwilami “Melancholii” “Dziada“, który w czasie pełni, spełnia prośby wszystkich potrzebujących. “On” i “Sobieczłowiek“, mają “Takie sobie Marzenia“, o które ona “Nie pyta“, nawet jeśli na jego ustach pojawia się “Głupawa piosenka“, bo we krwi burzy się “Genetyka poprzednika”. A jeśli “Skutki rana u Romana” zmuszą go do tego, by “Umrzeć zgodnie z przepisami”, to pod wpływem “Autopsji”, widząc swoje odbicie w “Niebie”, zastanowi się nad “Ewolucją” i po prostu zacznie inaczej patrzeć na swoje życie, bo prawda w oczy kole, nawet, jeśli sa to oka w “Rosole“. He, he!!!

Wszystko nurza się w absurdzie i specyficznym nastroju, posklejane w “Świat z łat”.

Z niecierpliwością czekamy na spotkanie:)

P.S.

Nie zapomnijcie zabrać ze sobą znajomych. Nawet tych, których dopiero macie zamiar poznać.

Retransmisja koncertu w Radiu Kraków - 3 czerwca 2010.

 

25 kwietnia, g. 19.00
AGNIESZKA CHRZANOWSKA - koncert "BEZ UDZIAŁU GWIAZD"



Koncert Agnieszki Chrzanowskiej złożony jest z utworów pochodzących głównie z albumu " Bez udziału gwiazd", ale też płyt poprzednich i utworów premierowych.Autorem słów do większości kompozycji Agnieszki napisał Michał Zabłocki. Tematykę stanowi swoiste zmaganie się kobiety z emocjami, jakie towarzyszą jej na różnych etapach życia. Od chwil zauroczenia w "Taki śnie", spełnienia w "Skarbie", przez rzeczowe analizy w "Tak wiele przeszkód między nami", chęć znalezienia porozumienia w "Nie taka jak Ty", przez zwątpienie w dobry los w "Bez udziału gwiazd" , rezygnację w " "Nie znajdziesz mnie" do powrotu nadziei w "Jeszcze raz" i " Życzliwości i stałości małżeńskiej" i wreszcie swoistym pogodzeniem się z przeznaczeniem w utworze "Wielki Pan".Całość zamyka jeden z premierowych utworów "Gdybym mogła pisać wiersze na rozstaju dróg", który jest zapowiedzią nowego autorskiego albumu Agnieszki. Scenografię do koncertu stworzyła Celina Kędziera.


List do słuchaczy Radia Kraków od Agnieszki Chrzanowskiej:

Drodzy Słuchacze Radia Kraków, miłe Panie i Panowie,

Wewnętrzna potrzeba wypowiedzi zaprowadziła mnie na scenę. Na scenę teatralną, estradową, kabaretową i w końcu radiową. Długo poszukiwałam właściwej formy wypowiedzi, wreszcie połączyłam cztery elementy, czyli melodię, rytm, tekst oraz wykonanie i zaczęłam wypowiadać się w swoich piosenkach. Tematyka, którą w nich podejmuję jest ściśle związana z kolejnymi etapami mojego życia i obserwacji Świata. Zaczynałam od utworów, w których wyrażone były emocje związane z poszukiwaniem sensu własnego istnienia i były one niezwykle smutne i rozwlekłe. Później skupiłam się na losach kobiet i powstało w tym czasie wiele piosenek, w tym dwie dla mnie bardzo ważne, pierwsza o Camille Claudel, druga o Hypatii, do których słowa napisał Michał Zabłocki. Natomiast ostatnia płyta „Bez udziału gwiazd” jest swego rodzaju zapisem emocji, jakie towarzyszą kobiecie na kolejnych etapach związku, począwszy od zauroczenia przez spełnienie do zwątpienia i utraty nadziei, aż do ponownego jej odzyskania, jeśli oczywiście mamy do czynienia ze związkiem, w którym partnerzy doszli do porozumienia.

 

Choć nie zawsze myślisz tak jak ja

Nigdy już na Ciebie nie będę zła

I Ty na mnie więcej nie bądź zły

Choć nie jestem wcale taka jak Ty

 

Gdyby powyższe słowa Michała Zabłockiego, pochodzące z utworu „Nie taka jak Ty” udało się wcielić w życie, mielibyśmy na Świecie same szczęśliwe związki. Niestety nie poświęcamy zbyt wiele czasu na wzajemne wnikliwe poznanie, wiec panuje ogólne niezrozumienie. Podążamy bez refleksyjnie wytartymi ścieżkami stereotypów, poddając się wszechobecnej presji rodziny, otoczenia, społeczeństwa, państwa i religii. Nie potrafimy unieść się ponad to wszystko. Literatura, która ma ogromny wpływ na nasze kształtowanie nie opisuje właściwie szczęśliwych związków. Pokutują dwa modele relacji, z jednej strony Tristan, który wielbił duszę Izoldy, ale nie mógł połączyć się z jej ciałem, z drugiej Don Juan, który porozumieniem dusz nie był zainteresowany. Panuje powszechne przekonanie, że równowagi osiągnąć się nie da. Wydaje się dodatkowo, że próby uzdrowienia relacji między kobietą a mężczyzną, czego podjął się na przykład Denis de Rougemont w swojej pracy „Mity o miłości”, obnażając cała masę nieporozumień i dążąc do ustalenia porządku rzeczy, są niezauważane i w końcu giną, nie spełniając swojej roli.

Dlatego właśnie gorąco zapraszam wszystkich Państwa do przybycia do Radia Kraków w niedzielę 25 kwietnia 2010 roku, byśmy wspólnie mogli uczestniczyć w kolejnej próbie poprawienia relacji miedzy kobietami a mężczyznami za pomocą piosenek, skoro inne sposoby zawiodły.


Retransmisja koncertu w Radiu Kraków - 23 maja 2010.




 

Patroni medialni:




Odwiedź Teatr Piosenki na Myspace