
Oboje młodzi, piękni, utalentowani. Michał - poeta, od sześciu lat związany ze słynną "Piwnicą pod Baranami", autor tekstów do najpiękniejszych piosenek Grzegorza Turnaua, reżyser i producent jego teledysków. Agnieszka - kompozytorka, piosenkarka, od czterech lat artystka "Piwnicy pod Baranami", laureatka prestiżowych nagród, m.in. na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Na koncie ma autorską kasetę "Słowa" i dwie płyty: nagraną przed dwoma laty "Nie bój się nie robić nic" i najnowszą "Cały świat płonie". Do obu albumów wiele piosenek napisał Michał. Agnieszka do jego wierszy skomponowała muzykę. Takich niezwykłych duetów nie spotyka się dziś często - nawet w Krakowie.
Do tej pory nie chcieliście o sobie mówić i nie zgadzaliście się na wspólne zdjęcia. Skoro po raz pierwszy opowiadacie Waszą historię, zacznijmy od początku. Jak się poznaliście?
Michał: Agnieszka opowie to lepiej, ja zaraz coś poplączę. Nie mam pamięci do faktów, nawet tak ważnych. Zdarzenia przeszłe są dla mnie tak samo niepewne jak przyszłe - przyszłych nie możemy przewidzieć, a przeszłych nigdy nie umiemy właściwie zinterpretować. Jakieś spotkanie wydaje się nam zwykłe, a potem, z perspektywy czasu, staje się czymś wręcz nie z tego świata. Mam ważenie, że Agnieszkę poznałem w sposób całkowicie "ponadmaterialny".
Agnieszka: Poznaliśmy się w listopadzie, cztery lata temu. Jesienią jest zdecydowanie lepiej poznawać ludzi. Wtedy nie wykrzywia obrazu wybujała, uderzająca do głowy przyroda i można spojrzeć na drugą osobę chłodnym okiem, bez udziału rozbuchanych zmysłów. Michała zobaczyłam po raz pierwszy na krakowskim Rynku. Szliśmy z Piotrem Skrzyneckim na obiad, kiedy go dostrzegliśmy. Mówił, że się śpieszy na pociąg do Warszawy, ale okazało się, że nie śpieszył się aż tak bardzo, bo przyjął zaproszenie Piotra na lampkę czerwonego wina w "Chimerze". Kiedy się żegnaliśmy, Piotr zaprosił Michała do "Piwnicy pod Baranami" na mój recital. W piątek, 13 grudnia.
Michał zasłania się metafizyką, Agnieszka przedstawia same fakty. A mnie interesują myśli, wrażenia, emocje... Przecież to był poczqtek wielkiej miłości.
A.: Kiedy zobaczyłam Michała, pomyślałam sobie, że jest niezwykle konkretną, praktyczną osobą; nawet włosy miał obcięte bardzo krótko, żeby nie sprawiały mu kłopotu. Ktoś kiedyś napisał o nim wiersz, kończący się słowami: "w sumie facet jest w porządku, na poetę nie wygląda." To mi się spodobało.
M.: Od razu wydawało mi się, że mam do czynienia z osobą niezmiernie elegancką. Rzadko spotyka się takich ludzi. Trochę mnie tylko zaniepokoił fakt, że Agnieszka bardzo dużo czasu poświęca Piotrowi Skrzyneckiemu. Życie "piwniczne" ma to do siebie, że wciąga, ale czasem też paraliżuje. Piotr dla wielu ludzi stał się ogromną inspiracją, ale też wielu zgubiło siebie w blasku jego silnej osobowości. Bardzo nie chciałem, aby Agnieszka znalazła się wśród nich.
A.: Potem było spotkanie drugie. Oczywiście na moim recitalu. Wieczorem jedliśmy kolację u Piotra i długo rozmawialiśmy. Piotr często wychodził z pokoju, jakby chciał zostawić nas sam na sam. Byłam trochę skrępowana tym
pierwszym tete-a-tete, bo Michał ma takie wyraziste oczy...
M.: Kiedy zobaczyłem Agnieszkę na scenie, moje obawy co do zgubnego wpływu życia "piwnicznego" na jej twórczość zupełnie się rozwiały. To było oczywiste, że musiała długo i ciężko pracować na takie efekty. Potem u Piotra wykorzystywałem krótkie chwile jego nieobecności, żeby w tajemnicy przed nim powiedzieć Agnieszce kilka zdań, które jemu na pewno by się nie spodobały.
Kilka zdań o rodzącej się miłości?
M.: O tym na razie nie było mowy. Piotr bardzo popierał w repertuarze Agnieszki piosenki smutne, ba, przygnębiające.
Ja - przeciwnie, wolałem te weselsze. I o tym ukradkiem rozmawialiśmy.
Czy podczas tych pierwszych spotkań kłamaliście, opowiadajqc o sobie? Jakieś drobne oszustwa dla podkreślenia własnej
atrakcyjności?
A.: Źle się czuję, gdy kłamię, i staram się tego nie robić. Na początku każdej znajomości często nie mówi się wszystkiego. Powiedzmy więc, że ja też na temat pewnych spraw po prostu się nie wypowiadałam.
M.: Ja w ogóle jestem niezwykle prawdomówny i zawsze uprzedzam ż góry, że współżycie ze mną nie należy do
najłatwiejszych. Mam trudny charakter i czuję się w obowiązku ostrzec o tym wszystkich, którzy będą mieć ze mną do czynienia. Uważam, że przedstawianie siebie w jak najgorszym świetle jest podwójnie korzystne: po pierwsze wzmaga ciekawość, bo nikt nie wierzy w taki wizerunek, po drugie nie można mi potem powiedzieć: "na początku byłeś lepszy, milszy, sympatyczniejszy, grzeczniejszy". W końcu uprzedzałem...
Choć od śmierci Piotra Skrzyneckiego upłynęły trzy lata, nadal jesteście związani z "Piwnicą pod Baranami". Muszę więc Was zapytać, co zawdzięczacie temu kabaretowi ?
A.: "Punkt odniesienia, oś wszechświata", a poza tym nieustanną możliwość sprawdzania się.
M.: Prawie wszystko. Przyjaciół. Współpracowników. Artystyczne odniesienia. Kompozytorów i wykonawców śpiewających
moje wiersze. Możliwość scenicznego funkcjonowania. AGNIESZKĘ.
Młodzi artyści chętnie zjeżdżają do Warszawy, gdzie, jak twierdza, sq większe możliwości zrobienia kariery. Wy świetnie radzicie sobie mieszkając w Krakowie. Rozumiem więc, ze nie przeprowadzacie się do stolicy?
M.: Do Krakowa przyjechałem z Warszawy! Ani mi się śni wyjeżdżać.
A.: Długo szukałam miejsca, w którym chciałabym żyć. Mieszkałam w wielu miastach. W Grecji uczyłam gry na fortepianie
i sama brałam lekcje śpiewu klasycznego. W Austrii pracowałam jako asystentka Bogusława Schaeffera w Kleines Theater
w Salzburgu. Ale w końcu wybrałam Kraków. Jeśli kiedykolwiek go opuszczę, to tylko dla jakiejś południowej greckiej wyspy.
Na jakiejś południowej greckiej wyspie spędziliście ostatnie wakacje.
M.: Gdybyś wiedziała, jak Agnieszka potrafi pokazywać ten kraj! Świetnie mówi po grecku, jej dziadek byt Grekiem, więc można czuć się tam prawie jak tubylec. Docierać do miejsc, gdzie turysta nigdy nie dotrze, wchodzić do domów, dowiadywać się ciekawych rzeczy o ludziach. A widok Agnieszki w bikini na greckiej plaży... No cóż! Grecja bez Agnieszki nie jest tą samą Grecją!
A.: Nic nie zastąpi wysepek, które można zwiedzać, wypożyczając motor lub samochód. Małe kościółki przyklejone do skał, tawerny, kolejne świątynie Apollina... W labiryncie ulic miasta Lindos na wyspie Rodos najczulsi kochankowie od tysięcy lat kupują zaręczynowe pierścionki dla ukochanych. Oczywiście pierścionki z brylantem.
Pierścionek z brylantem? To był najpiękniejszy prezent, jaki otrzymałaś od Michała?
A.: Nie. W zeszłym roku pojechaliśmy na Boże Narodzenie na wieś do moich rodziców. Zaczęła się świąteczna krzątanina, ubieranie choinki, pakowanie prezentów. Nagle weszłam do mojego pokoju, a tam stał fortepian. Dla ułatwienia dodam, że nigdy go tam wcześniej nie było.
M.: Ja też chciałbym się wypowiedzieć. Mogę? Dla mnie każda piosenka Agnieszki do kolejnego mojego wiersza jest i prezentem, i niespodzianką. Która jest najwspanialsza? Z piosenkami jak z kobietami. Daj jednej pierwszeństwo, inne się obrażą. Nie wymienię żadnego tytułu, bo nie chcę, żeby którakolwiek z piosenek Agnieszki poczuła się urażona.
A.: Nie wymieni, bo nie pamięta. Kiedy wspólnie wybieramy utwory, które mają znaleźć się na płycie, trwa to tygodniami, bo Michał ciągle zapomina tytuły utworów. A wracając do prezentów, to jeszcze jest żółty sweter, który przywiozłam z Niemiec. Trzeba przyznać, że Michał wygląda w nim wyjątkowo atrakcyjnie.
M.: No i mój wiersz o Camille Ciaudel. Napisany specjalnie dla Agnieszki.
A.: Ale najbardziej mnie rozczuliło, że Michał zaprzyjaźnił się z moją kotką Sznupką, białą persicą. Ludzie zwykle czują się lepsi - i mądrzejsi od zwierząt. Tego nie mogę zaakceptować. Sznupką to niezwykła istota, odczuwająca bardzo mocno moje stany emocjonalne. Ostatnio okazało się, że zna hiszpański. Cudownie miauczy, gdy śpiewam ip w tym języku, a poza tym z dużym powodzeniem gra na fortepianie.
M.: Dzięki Agnieszce mam psa Rubina. Gdy byliśmy w tym roku w Grecji, skłoniła mnie, żebym zaadoptował biedaka. Jego los byt nie do pozazdroszczenia. Mieszkał pod deską na publicznym placu, w czterdziestostopniowym upale. Miał trzy
miesiące. Teraz wyrósł na psiego arystokratę i zdyscyplinowanego towarzysza podróży. Wagabunda. Jeździ ze mną wszędzie, jego budą jest mój samochód.
Pytanie z gatunku trudnych: za co się kochacie?
A.: Skomplikowana sprawa. Część powodów już została tu wymieniona. Może dodam jeszcze, że najbardziej cenię ludzi, którzy mają w sobie pęd do działania pomieszany z szaleństwem. Michał to ma.
M.; Za uczuciowość, delikatność, subtelność, silę, zdecydowanie... Niezwykły konglomeraty cech osobowości.
A.: Wszystkie skrajności w ludziach są niebezpieczne. Zwłaszcza należy uważać na tych, którzy twierdzą, że wszystko wiedzą. Oni nie mogą się już niczego więcej dowiedzieć. Michał jest ciekawy świata i ludzi.
M.: Nie lubię ludzi, którzy zachowują się tak, jakby czas nie płynął, a życie nie miało się niebawem skończyć. Nie lubię też tych, którzy: się nie starają i nie próbują wciąż na nowo. Nie muszę dodawać, że to zawoalowany komplement pod adresem Agnieszki?
A.: Michał w swoich ocenach jest zawsze bardzo oszczędny. Ale jeśli w końcu coś z siebie wydusi - to prawdę. Jest też
tolerancyjny. Z żalem muszę stwierdzić, że jestem uczulona na kurz i nie wykonuję prawie żadnych prac domowych. Zanim
popsuła się kuchenka gazowa w naszym krakowskim mieszkaniu, zdarzało mi się robić jajecznicę po grecku z pomidorami i fetą.
Ale to już przeszłość.
Michale, więc taki jest Twój ideał kobiety?
M.: To chyba jasne.
Jesteś zazdrosny?
M.: I to jak. Nie mam specjalnie
powodów, ale powody niespecjalne też mogą okazać się wystarczające.
Razem pracujecie. Michał pisze wiersze, Agnieszka je czyta i do wybranych komponuje muzykę, potem je śpiewa. Każdy artysta jest drażliwy na punkcie swojej twórczości. Jak wam się współpracuje?
A.: Najlepsza współpraca jest wtedy, kiedy ja śpię, a Michał pisze. Gdy się budzę, on mi czyta nowy wiersz, a potem już dzień płynie cudownie. Najgorzej jest wtedy, gdy pod wieczór, po całym dniu, ja gram Michałowi jakiś nowy fragment muzyki do jego wiersza, a on tymczasem zasypia.
M.: Taka scenka: od miesiąca bardzo intensywnie działamy. Ja coś robię. Śpieszę się. Trzeba gdzieś wyjechać. W tym czasie Agnieszka siada do fortepianu i komponuje. Słyszę nową muzykę, ale to mi nie pasuje. Jak to? Ja się krzątam, coś załatwiam, a ona pisze? Może to zazdrość o chwilę twórczego wyciszenia? Głupia sprawa.
A.: Michał jest poetą niezależnym. W jego twórczości trzeba odnajdywać rzeczy dla siebie. Ja patrzę na wiersze egoistycznie, oceniając, czy może być z nich piosenka. Czasami zaskakuję go muzyką do tekstu, o którym on nigdy nie myślał jak o piosence. Michał lubi być zaskakiwany, wtedy jest niezwykle wylewny w komplementowaniu.
M.: Jako poeta jestem precyzyjny, konkretny, zdecydowany. Mało we mnie tak zwanej poetyczności. Dlatego często daję się we znaki otoczeniu, czepiam się niemiłosiernie. No, chyba że jestem zachwycony. Trzeba tu przyznać publicznie,
że zdarza mi się to we współpracy z Agnieszką bardzo często.
Chcecie mi wmówić, że się nie kłócicie?
M.: Uwielbiam się kłócić. Kłótnie są płodne. Uwalniają emocje. Niestety, mam słabość do Agnieszki i zbyt rzadko jestem tu konsekwentny. Co innego, gdy chodzi o krytykę moich wierszy. Nie dopuszczam żadnej.
A.: Naprawdę nie kłócimy się. Jedyne, w czym się nie zgadzamy, to wykorzystanie instrumentów w aranżacjach. Michał od dawna próbuje mnie zmusić, abym poszukiwała brzmień sztucznych, syntetycznych. Tymczasem ja mam słabość do klasycznych rozwiązań.
M.: Kiedy próbuję coś Agnieszce wytłumaczyć, ona rzadko rozumie, co mam na myśli, bo ja jestem słaby poecina, w "muzyce nie kształcony". Wykorzystuje to czasem, aby mi udowodnić, że na temat muzyki nie powinienem się w ogóle wypowiadać. Ale ja nie daję za wygraną.
Co uważacie za swój największy Sukces zawodowy?
A.: Mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że mój największy sukces: zawodowy jest jeszcze przede mną.
M.: To, że wytrwałem przy pisaniu wierszy i powiedziałem sobie: do cholery, chyba jednak jestem poetą, a nie tym, tamtym czy owym. Może nie wyglądam na poetę, ale nim jestem. Samouświadomienie.
Co jest dla Was w życiu najważniejsze?
A.: Aby nie musieć niczego udawać i do niczego się zmuszać.
M.: Wyciśnięcie siebie jak cytryny. Żeby na końcu nic nie zostało.
ROZMAWIAŁA BEATA NOWICKA