

Od dwóch lat śpiewa w Piwnicy pod Baranami. Recitale miewa przeważnie 13 dnia miesiąca. Na początku lutego [ 1998 roku ] Agnieszka Chrzanowska weszła do studia, gdzie wraz z chórem seminarium salezjańskiego nagrała płytę, której-oficjalna premiera odbędzie w najbliższych dniach.
RENATA RADŁOWSKA: Nad Twoją płytą pracowało wiele znanych osób: Michał Zabłocki napisał kilka tekstów, zagrali muzycy, którzy towarzyszą Grzegorzowi Turnauowi, na fortepianie akompaniował Konrad Mastyło. Jak udało Ci się pozyskać taką ekipę?
AGNIESZKA CHRZANOWSKA: - Z niektórymi znam się od paru lat. Już od dawna mieliśmy piany, że będziemy razem to nagranie realizować. W przypadku dwóch osób zaproponowanie współpracy było pewną niespodzianką, zaskoczeniem. Z Konradem spotkałam się i zapytałam, czy mógłby uczestniczyć w nagraniu. Zgodził się.
Taki zestaw muzyków ma gwarantować sukces płycie?
- Nie kierowałam się tym. Chodziło im o to, aby jakość muzyki, którą uzyskamy, była dobra. Występuję w Piwnicy od ponad dwóch lat, z różnymi składami. Część muzyków już ze mną grała, część nie. Z dwoma osobami spotkałam się w studiu. Wszystko zabrzmiało tak, jak to sobie wyobrażałam, czasami lepiej, czasami gorzej, ale to są drobne szczegóły.
Materiał, który znalazł się na płycie, klimatem przypomina piosenki Grzegorza Turnaua.
- Nie spotkałam się nigdy z takim zarzutem. Ludzie, którzy przychodzą do Piwnicy, już wiedzą, że mam inny głos, i że są to zupełnie inne kompozycje. Zaczekajmy na opinię krytyków.
Czy piosenki, które nagrałaś, są inne niż te, które śpiewasz w Piwnicy?
- Nie, to jest to samo, czyli moje piosenki z recitali w Piwnicy, a to, że świat o tym nie wie, to już jest inna sprawa. W Piwnicy mam swoje miejsce. Szukałam go przez wiele lat, przejechałam przez wiele miast, wiele krajów. Przez długi czas mój repertuar się krystalizował. Napisałam pewnie z kilkadziesiąt piosenek, z których trzynaście wybrałam na płytę. Po prostu uznałam, że właśnie te są warte, żeby je zarejestrować.
Oczywiście, moje piosenki będą się zmieniać. Dwa lata temu mój recital w Piwnicy wyglądał inaczej. Utwory miały z reguły bardzo smutny charakter, choć składały się z niezłych tekstów, ale to nie było w żadnym stopniu zabawne, kabaretowe. Publiczność siedziała jak sparaliżowana. Kiedy brałam oddech, czułam, że ona też. Teraz to się zmieniło. Pojawiły się też lżejsze piosenki, a widzowie oddychają nieco swobodniej. Myślę, że współrzędne, z jakich składam się ja i moje piosenki, się nie zmienią. Będą zmieniać się natomiast tematy, w zależności od tego, co mnie w życiu spotka.
Skąd pomysł zaproszenia do udziału w nagrania chóru seminarium salezjańskiego ?
— W zeszłym roku wymyśliłam, że chciałabym zaśpiewać piosenkę do bardzo pięknego wiersza poetki Józefy Ślusarczyk-Latos "Dom na rozłożystym drzewie" i doszłam do wniosku, że ta piosenka zabrzmiałaby wspaniale z chórem.
Mój wujek, wychowanek seminarium salezjańskiego, powiedział, że właśnie salezjanie mają wspaniały chór, no i udało mi się ich namówić do współpracy. Nagraliśmy utwór "Umarli potrafią niewiele", który również, znalazł się na płycie.
Są na tym krążku teksty pisane specjalnie dla Ciebie ?
- Niewiele. Wiem, że na pewno tekst Witka Jędrzejczyka "Po drugiej stronie tęczy" jest napisany specjalnie dla mnie. Wydaje mi się, że do wszystkich tekstów można napisać muzykę, ale są artyści, którzy uważają, że tekst powinien być napisany specjalnie dla nich, że musi odpowiadać im'jakimś szczególnym klimatem.
Jest też kilka tekstów odrzuconych przez wielkich artystów, na przykład Grzegorza Tumana, które wzięłam, ale jak ostatnio powiedział Michał Zabłocki w jednym z wywiadów - nie wszystkie teksty Grzegorz Turnau może zaśpiewać. Myślę, że to kwestia różnej wrażliwości. Są rzeczy, które mu odpowiadają, i są takie, których nigdy nie zaśpiewa. Niejedna wokalistka na przykład nie chciała zaśpiewać piosenki, w której są słowa: "A wszyscy ci piękni mężczyźni mijają mnie zawsze z daleka". A ja mogę zaśpiewać, że szukam i krążę od dawna, bo tak jest.
Kiedy płyta ukaże się w sklepach?
- Myślę, że to kwestia najbliższych dni. jeszcze trwają rozmowy na temat promocji, okładki, plakatu, ale nie chcę mówić, kto ją wydaje. Najważniejsze. że się ukaże. A po tej płycie oczywiście będzie następna, bo materiału już mam na całą i jeszcze kawałek. Teraz czuję błogie zadowolenie, że zamknęłam pewien etap, że coś z siebie zrzuciłam.
ROZMAWIAŁA RENATA RADŁOWSKA
[ Gazeta w Krakowie - czwartek-piątek 30 kwietnia - 1 maja 1998 roku ]